sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 15 Don’t you know… You changed my life, girl 'cause now I'm livin' And it feels so right


Oczami Ross'a.
Ta...bardzo ciężki dzień. Leciałem samolotem, ale oczywiście spałem. Byłem tak podekscytowany , że wrócę do Cassie. Dziwię się, że rodzeństwo i rodzice , pozwolili mi na to. Dobra , Ross. Przestań myśleć , tylko się szykuj na wyjście. Hmm...chyba już wszystko zrobiłem. Muszę tylko się jeszcze przebrać. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Cassie, która była odwrócona tyłem, ponieważ zakładała koszulkę. Zauważyłem na jej plecach coś bardzo dziwnego...
- Cassie , co to jest ? - wskazałem na rany na plecach.
- Ross, ubieram się , nie widzisz ?
- Nie , nie widzę - szarpnąłem koszulkę którą zakładała - pytam się, co to jest ?!
- To...po prostu...jak byłam młodsza wywaliłam się na rowerze i otarłam sobie plecy.
- Cassie, proszę cię. Te rany są świeże. Mów mi w tej chwili co ci jest.
- Ale ja...
- Mów ! - krzyknąłem.
- Eh..to....moja mama.
- Mama cię bije ?!?! - znowu krzyknąłem.
- No tak...czasami gdy do mnie przychodzi to krzyczy na mnie że ja jej życie zjeba...
- Nie kończ. Czemu mi nic nie powiedziałaś ?!?!
- Nie chciałam , żebyś się mną przejmował - powiedziała.
- Cassie...proszę cię....mów mi o tym następnym razem. Jezu co ja mówie ! Nie będzie następnego razu ! Ja już tego dopilnuje.
- Dziękuję - powiedziała i mnie przytuliła. Jednak po kilku sekundach przypomniała sobie , że jest w samym staniku i odwróciła się do tyłu.
- Cassie ....a co to ? - wskazałem na małą ranę wystającą zza spodni.
- To...to nic.
- Ściągnij spodnie , w tej chwili.
- Ross, nie będę się przed tobą rozbierać.
- I tak kiedyś będziesz musiała. To zrób to teraz.
- Niee...- odpowiedziała.
- Cassandro ściągnij te cholerne spodnie !
- Dobrze ...ale na mnie nie krzycz...
- Przepraszam...
Powoli zaczęła ściągać swoje spodnie w dół. Widziałem , że strasznie się bała , więc jej pomogłem i szybko jej je ściągnąłem.
- Ale proszę, nie patrz.
- Dobra , spokojnie.
Popatrzałem na ranę.
 - O w cholerę !
- Co jest ? - zapytała.
- Z twoją matką muszę sobie pogadać.
- Nie ...proszę.
Odwróciłem się do niej i popatrzałem w oczy. Zaczęła płakać.
- Proszę kochanie....nie płacz. Ona nie może ci robić krzywdy.
- Wiem. Dziękuję , że się martwisz.
- Nie masz za co dziękować.
Po chwili dostałem SMS-a. Wyciągnąłem telefon i zacząłem odpisywać. To Rydel napisała , że czekają na dole , na nasze wyjście. Chowając telefon do kieszeni ...zachaczyłem nim o kawałek kieszeni i telefon spadł na ziemie. Schyliłem się po niego i...Zapomniałem że Cassie jest....naga...
- Ross !! Obiecałeś !!
O matko...jak się schyliłem to....ona jest taka piękna...
- Przepraszam ! - szybko wróciłem do normalnej pozycji - to na prawdę było przypadkowo. Zapomniałem , przepraszam.
- No...spoko. Ale ...teraz mi głupio.
- Ahh...a nie powinno bo przyznam.....jesteś piękna.
- Dziękuję ..... - powiedziała nieśmiało - mógłbyś wyjść z pokoju , abym mogła się ubrać ?
- Przecież i tak , i tak już widziałem...bez paniki...
- Ale...mi na prawdę głupio.
- Skarbie...przestań. Na prawdę nie powinno ci być głupio. Jeszcze nie raz cię tak zobacze - przyciągnąłem ją do siebie.
- A może ja tego z tobą nie chce ?
- Ale ja wiem , że chcesz - cmoknąłem ją w usta - muszę iść się ubrać i wchodzimy. Ubierz się i idź już . Zaraz dojde.
Ubrała się i wyszła. Ja założyłem tylko ubranie i także wyszedłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oczami Riker'a
Na Cassie i Ross'a czekamy około 15 minut ...Dłużej nie idzie ? Mają szczęście , że mieszkamy w Los Angeles. Do Disneyland'u mamy 10 min, drogi piechotą. Może nie jest to Disneyland z Paryża , no ale jest on zarąbisty.
- Siema ! Już jesteśmy ! - krzyknął Ross wychodząc z domu.
- No nareszcie...jakoś chyba.... Co wy tam robiliście ?? - zapytałem.
- Ha-ha . Bardzo śmieszne. Nic nie robiliśmy. Chodźcie...
- Ahaa......?
Stwierdziłem , że odpuszczę. Zaczęliśmy iść w stronę Disneylandu. Wiadomo....kupiliśmy lody po drodze.
- Ałaaa ! - Cassy krzyknęła i upadła na ziemię.
Wszyscy od razu do niej pobiegliśmy.
- Co jej jest ?! - krzyknął Ell.
- Ehhh...ah...to przez te ...szkło...auu...brzuch.
- Już pomoge - powiedziałem.
W torebce Rydel znaleźliśmy bandaż i owinęliśmy nim brzuch blondynki.
Ciężko jej się chodziło więc Ross nosił ją na rękach.
Cała reszta drogi na szczęście obyłaby się spokojnie gdyby nie Lukas i Rocky. Lukas jadł sobie swoje lody , gdy nagle z krzaków wyskoczył Rocky który polizał lód Lukasa , zjadając przy tym połowę gałki. Luk się wkurzył i zaczął go gonić. No a my za tymi dwoma czubami.
- Coś zrobił z moimi lodami ?!! - krzyknął Lukas.
- Polizałem !!! - krzyknął Rocky.
- Odkupujesz !!
- Nie !!
-Tak !!!
- Skończcie się kłócić ! - dokrzyknęła Rydel.
Od teraz już było cicho. Po dotarciu na miejsce, trochę się rozdzieliliśmy. Ja poszedłem na kolejkę górską z Luk'iem i . Potem byli jeszcze Emily i Rocky, Cassie i Ross, Ratliff i Rydel ale nie wiem gdzie wszyscy poszli. Ja i Lukas wsiadliśmy do kolejki i czekaliśmy aż wystartuje. Po kilku minutach wyruszyliśmy no i szczerze....? Bałem się. Baaaaardzo się bałem. Kolejki są szybkie , straszne , duże. Trwało to 10 min. Całkiem dużo jak na osobę która czekała aż to się skończy...
- Nigdy więcej. To było okropne - powiedział Luk.
- Zgadzam się. Nigdyyy.
- To co ? Gdzie teraz idziemy ?
- Hmm...na parasolki !
- Zgoda !
Doszliśmy tam szybkim krokiem i zasiadliśmy do małych parasolek. Maszyna podniosła naszą parasolkę i zaczęliśmy wirować. Oooo tak....to jest coś dla mnie...a nie jakieś kolejki przez które ciśnienie mi się podnosi. Po wyjściu z ...tego czegoś, strasznie kręciło nam się w głowie. Chodziliśmy jak pijani. Nagle...wpadłem na kogoś.
- Ojej. Bardzo cię przepraszam. Od tych parasolek kręci mi się w głowie.
- Hah...nie ma sprawy ....EJ ! Ty jesteś Riker ! O matko ! Nie mogę uwierzyć , że cię widzę !
No tak....fanka. Ale powiem szczerze , że jest bardzo sympatyczna i....piękna.
No i...jak widać normalna , bo się jeszcze na mnie nie rzuciła.
- Tak to ja. A ty...jesteś fanką.
- Nie uwierzysz , ale największą...
- No to bardzo się cieszę. Pierwszy raz spotykam...tak śliczną fankę..
- Hahah...dziękuję , miło z twojej strony. Tak w ogóle mam na imię Lena.
I...jestem z Polski.
- Wooow piękne imię. Z Polski ?! Mieliśmy być tam na koncercie no ale...
- Ross tęsknił za dziewczyną - powiedziała Lena.
- Skąd to wiesz ? - zapytałem.
- Prawdziwa R5'er , wie wszystko - zaśmiała się.
O julu ...jaki ona ma cudowny śmiech...
- Właśnie widzę...hmmm....zapoznać cię z resztą zespołu ?
- O cholera....mówisz poważnie ?! O matko , poznam R5 !!!
- Hahah...jasne - uśmiechnąłem się - ale się nie posikaj ze szczęścia.
- Sorki...poniosło mnie...wiesz, po prostu nigdy nie spodziewałam się , że was spotkam. Takie rzeczy były tylko marzeniem. Cała rodzina R5family zawsze twierdziła , żebym nie robiła sobie nadziei...że wy macie lepsze sprawy niż fani...że za niedługo założycie sobie rodziny...i...nawet nie pomyślicie o tym żeby przynajmniej zrobić sobie zdjęcie z fanem. No i...zaczniecie tylko uciekać.
- Coo ???! To kompletnie nie prawda. Rodziny to my chyba nie założymy ...bo Rocky i Ell zazwyczaj odstraszają wszystkie cudowne dziewczyny...a o fanach nigdy nie zapomnimy. To tylko dzięki wam ten zespół jeszcze istnieje. Nawet jeszcze nigdy nie pomyślałem o tym aby przed którymś fanem uciekać..
- Ahh...dziękuję - przytuliła mnie ale po chwili szybko się odsunęła - przepraszam , znowu mnie poniosło.
- Nie no co ty. Przytulać to mnie możesz ile chcesz - zaśmiałem się , tak samo jak ona.
- No dobra... To chodź.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oczami Ross'a
Ja i Cassandra właśnie sobie spacerujemy, robimy zdjęcia i szukamy jakiejś fajnej rozrywki dla nas.
- Ross ! Ja chce iść na to ! - wskazała na to ;

- Coooo?!? Ja cię tam nie puszczę ! Możesz sobie tylko pomarzyć !
- Że co ?! A to niby dlaczego ?!?
- Może dlatego że masz pokrzywdzony brzuch ?!
- No i co z tego ?! Nie jestem już mała !
- Nie obchodzi mnie to ! Możesz sobie coś tam zrobić ! Nie pójdziesz tam ! Idź wybrać coś innego ...
- Nie.
- Bo ?
- Bo stąd idę. Przesadzasz Ross.
Odwróciła się i zaczęła iść przed siebie. Oczywiście biegłem za nią.
- Cassy , przestań ! Zatrzymaj się !
- Nie !
Zacząłem biec jeszcze szybciej aby ją dogonić. Na szczęście biegłem szybciej od niej i dogoniłem ją.
- Stój - powiedziałem i chwyciłem ją za ramiona.
- Nie - próbowała się wyrwać.
- I tak i tak cię nie puszczę więc słuchaj ...Cassie...słoneczko , nie chce się z tobą kłócić. Ja po prostu nie chce żeby coś ci się stało. Nie wybaczyłbym sobie gdybyś sobie coś tam zrobiła. Miałbym cholerne poczucie winy. Więc proszę...uważaj na siebie ...tym bardziej , że nie jest teraz z tobą dobrze. Ja na prawdę się o ciebie boje. I nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało. Proszę wybacz mi to i zrozum , żemy się kochamy i będziemy ze sobą na zawsze, więc nie warto zaczynać kłótni z powodu , że boję się o twoje zdrowie.
Cassy nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła. Od początku wiedziałem , że trudno będzie nam się pokłócić. No i dobrze. Nie chce się z nią sprzeczać. Później doszłoby do zerwania , a ja chyba bym się zabił.
- Przepraszam. Ross ...ja na prawdę muszę mieć coś z głową aby obrażać się na siebie za takie coś.
- Nie mów tak, ja na serio przesadziłem.
- Nie przesadziłeś.
- Znowu chcesz się kłócić ? - zaśmiałem się.
- Nie , już mi wystarczy - również się zaśmiała.
Trochę się od niej odsunąłem aby popatrzeć jej w oczy.
- Kocham cię. - powiedziałem.
- A ja ciebie nie - zażartowała.
- Tak ? No to niestety ale radzę ci uciekać.
Oczywiście zaczęła biec, a ja tuż za nią. Ja to się dzisiaj nabiegam...dzięki Cassie  przynajmniej będę utrzymywać formę.
- Cassie ! Czekaj ! Nie mam już siły biec !
Ona gdy to usłyszała podbiegła do mnie.
Mocno się przytuliła i powiedziała ;
- Ross , pomóż.
- Kochanie, co się stało ?
- M-moj-ja m-mama
- Gdzie ?!
- P-przed nam-mi...- szlochała - T-ta w nieb-bieskiej kurt-tce.
Oooo tak. Widzę ją. Ide do niej. Jak jeszcze raz ją uderzy to policzymy się w sądzie. I nie pójdzie jej to na dobre.
- Misiu...usiądź tu na ławce i poczekaj. Zaraz wracam.
Nie czekałem na odpowiedź , tylko szybkobobiegłem w stronę kobiety.
- Witam panią. Wiem , nie znasz mnie , ale ja znam ciebie bardzo dobrze. Z jakiego powodu bije pani swoje dziecko ?!
- A skąd mnie znasz ? Tak w ogóle nie zamierzam się przed tobą tłumaczyć.
- Bo jestem z pani córką. I powinnaś się tłumaczyć, bo jak nie to niestety wyląduje pani w sądzie.
- Przepraszam cię chłopczę, ale nie powinny cię obchodzić moje osobiste sprawy. I czy ktoś ci pozwolił być z moją córką ?! Ojj...jutro to ja sobie zrobie z wami pożądek...
- Pożałuje pani tego. Do widzenia.
Noi pobiegłem w stronę Cassie. Musiałem jej wszystko powiedzieć tak samo jak reszcie. Stwierdziłem , że zadzwonie do Rocky'iego.
*rozmowa telefoniczna*
- Hallo ?
- Hej Rocky. Słuchaj ....gdzie jesteś ?
- Yyy..wiesz...my już wszyscy jesteśmy razem. Brakuje tylko ciebie i Cassie. Gdzie wy się podziewacie ?!
- Cassie czeka na mnie na ławce, ponieważ ja rozmawiałem z jej mamą.
- Z jej mamą ?!?! Też chce ją poznać !
- O nieee ! Nigdy w życiu. Wszystko wam wyjaśnie , jak tylko się spotkamy. Gdzie jesteście ?
- Hmmm...koło rollercoaster'a.
- O ! To mam obok ! Idę po Casssie , a wy się z stamtąd nie ruszajcie.
- Spoko bro. Narka.
- Pa.
*koniec rozmowy telefonicznej*
Właśnie skończyłem rozmawiać. Znowu zacząłem biec. Poszedłem do Cassie i razem z nią poszliśmy do reszty osób , która na nas czekała.
Postanowiłem, że wszystko im powiem w domu. Na szczęście się zgodzili. Cassie nie była zbytnio zachwycona. Nie chciała abym im mówił ale nie mam wyboru. Ta kobieta nie ma prawa ani razu dotknąć Cassie. Po piętnastu minutach drogi dotarliśmy do swoich domów. Pożegnałem się z Cassie oraz Emily i pobiegłem do swojego domu. Byłem bardzo zmęczony. Położyłem się i od razu zasnąłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niestety już skończyliście to czytać :D mam nadzieję , że się podobało. Czekam na komentarze.

KOMENTARZE MNIE MOTYWUJĄ !!!!! <3

8 komentarzy:

  1. Strasznie mi się podoba! Naprawdę! Tylko trochę nie podszedł mi moment, kiedy Ross podchodzi do jej matki. Jeżeli już raz użyłaś "pani" to raczej nie przechodź na drugą osobę, a potem znowu na per pani, bo wygląda to trochę nieestetycznie :D
    Pozdrawiam :) + obserwuję :)
    http://modelinove-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh dziękuję ci bardzo :) za ten błąd bardzo przepraszam , ale to tylko ze względu na to , że ten moment poszłam o drugiej w nocy , a mój mózg niezbyt dobrze pracował xD dziękuję , że zwróciłaś mi tu uwagę, następnym razem będę czytać rozdział która napisałam kilka razy oby się upewnić , czy wszystko jest ok. Również pozdrawiam ;*

      Usuń
  2. Jesuuuuuuuu.... Powinnam się obrazić za taki krótki rozdział... Normalnie cudo ;-; Kocham tego bloga jest chyba drugi najlepszy, który czytam. MAM NADZIEJĘ, że rozdział będzie NIEDŁUGO, bo już nie mogę się doczekać... Serdecznie zapraszam do siebie http://rossbadboy.blogspot.com/ i POZDRAWIAM :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega super genialny rozdział!!!! Tylko się chyba obraże ,że dajesz taki krótki..... Ale takto mega super pomysły na rozdział tylko jedno mini, ale troche błedów robisz ale takto spoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o błędy to przysięgam , że ja temu nie jestem winna :D piszę na tablecie i on mnie ciągle poprawia. Staram się poprawiać korektę ale czasem tego nie zauważam. bardzo przepraszam za te błędy i dziękuję :3

      Usuń
  4. DAWAJ NEXTA!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. GDZIE NEXT?????

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem ciekawie i interesująco :-)
    Piszesz z głową... na pewno tu wrócę.

    OdpowiedzUsuń